Strona prywatna Marzeny i Czarka

Idź do spisu treści

Menu główne

Łapalice - najnowszy zamek w Europie.

Turystyka > POLSKA

ŁAPALICE.

Łapalice (kaszub. Łapalëce) - kaszubska wieś położona w województwie pomorskim, w powiecie kartuskim, w gminie Kartuzy nad jeziorem Łapalickim w pobliżu wzniesienia Chochowatka (215,1 m n.p.m.). Miejscowość znajduje się niedaleko Chmielna na terenie Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. W zaborze pruskim i podczas okupacji niemieckiej wieś nosiła niemiecką nazwę Lappalitz. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa gdańskiego.


Pokaż Polskę na mapie

DOJAZD.

Niedokończony zamek znajduje się w pobliżu wsi Łapalice, ok. 5 km na zachód od Kartuz. Jest on ukryty w lasach nad wschodnim krańcem małego jeziorka Rekowo. Aby dotrzeć na miejsce należy udać się z Kartuz drogą wojewódzką nr 211 na Sierakowice. Na granicy Łapalic, tuż za składami budowlanymi, trzeba skręcić w lewo w asfaltową ulicę Zamkowa i jechać nią, aż oczom naszym ukaże się duża, murowana brama wjazdowa z wysoką wieżą i dwoma ogromnymi zaokrąglonymi u góry otworami na okna, które niczym oczy uważnego obserwatora bacznie pilnują, aby nikt nie dostał się przez skute łańcuchem przejście.
Przed wrotami budowli znajduje się niewielki parking, na którym można pozostawić auto. Dalej należy udać się betonową drogą wzdłuż muru, na jego końcu skręcić w prawo i podążać wzdłuż płotu. Trudnością może okazać się odnalezienie suchej drogi, jednak jest to wykonalne.

ZAMYSŁ BUDOWNICZEGO.

Zamek w Łapalicach - zagadka rodem z końca XX wieku, został zbudowany przez Piotra Kazimierczaka - rzeźbiarza, snycerza oraz producenta rzeźbionych mebli gdańskich. Ten niezwykły wizjoner odtworzył w latach osiemdziesiątych XX wieku średniowieczne realia. Budowany dom i pracownia okazały się być najprawdziwszym zamkiem. Szkoda, że niedokończonym.
W zamierzeniach autora projektu cały budynek miał stać się galerią sztuki, wykończoną kunsztowną drewnianą sztukaterią oraz dziełami malarstwa dorównującymi pięknem zabytkom sprzed kilkuset lat. Wnętrze miało być wykonane prawie w całości z drewna, łącznie z artystycznie zdobionymi sklepieniami i podłogami. Całokształt wystroju powinny uzupełnić liczne rzeźbiarskie dzieła sztuki. Duża część elementów wykończenia wnętrza została już wykonana i oczekuje jedynie na zakończenie budowy. W sklepieniach wyraźnie widać miejsca przygotowane na kasetony.
Właściciel zamku wyjaśnia: "Ten zamek nie powstał z kapelusza. Myślałem o nim od wczesnej młodości. To ma być dzieło moje życia, a nie jakaś tam budowa hotelu w dwa lata. Ja nie jestem szaleńcem. Wiem jak potężnych nakładów finansowych wymaga taka inwestycja. Dlatego wybudowałem w Świętym Wojciechu koło Gdańska duży zakład produkcji mebli, żeby zarobić pieniądze na zamek. Zakład miał być mecenasem Łapalic. Nie zastanawiałem się, ile lat to wszystko potrwa. Uznałem, że może uda mi się takie dzieło skończyć jeszcze za mojego życia."
Inwestor zapewnia, że "Wnętrza zamku w Łapalicach powinny być niepowtarzalne, zniewalające przepiękną scenerią i najwyższym kunsztem jej wykonania. Dopiero po zakończeniu budowli mojego życia podejmę decyzję, jak ją wykorzystać. Na pewno nie będę w tym zamku mieszkał."

HISTORIA BUDOWY.

Prace przy budowie zamku rozpoczęły się jeszcze na początku lat 80-tych XX wieku i do tej pory nie zostały zakończone. Pozwolenie na budowę obejmowało tylko budynek mieszkalny z pracownią rzeźbiarską o łącznej powierzchni 170 metrów kwadratowych. Do dziś nie wiadomo, dlaczego nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na powstającą w Łapalicach monumentalną budowlę. W ciągu kilku lat wybudowano bowiem obiekt o powierzchni 5 tysięcy metrów kwadratowych, sztuczne jeziorko, wszystko zaś częściowo osłonięte betonowym murem o wysokości prawie 3 metrów.
W 1990 roku pan Piotr sprowadził do Gdańska super nowoczesne maszyny - najnowszą technologię w obróbce drewna, jaka wówczas w ogóle istniała na świecie. W latach 1990-1991 zawarł potężne kontrakty, głównie z Niemcami. Miał zagwarantowane wielkie zyski, dzięki którym bez problemu budowałby zamek w Łapalicach. Cała produkcja szła na eksport, a jej odbiorcy wręcz zachwycali się meblami jego firmy. Wszystko zaczęło się od Zakładu Energetycznego w Gdańsku. W roku 1991, kiedy wybudował nowe hale produkcyjne odmówiono mu dostaw energii. Warunkiem wznowienia dostaw miało być wybudowanie przez pana Piotra trafostacji. Trafostacja powstała na gruncie państwowym za pieniądze z kredytów. Niestety, szybko znaleźli się donosiciele i podnieśli larum w nadzorze budowlanym oraz w banku. Bank zażądał zwrotu kredytu. W takiej sytuacji firma nie mogła ruszyć z produkcją mebli na dużą skalę i lukratywne kontrakty przepadły. Firma przestała istnieć.
Sytuacja ta spowodowała, że na początku lat 90-tych budowa zamku została wstrzymana, a zamek zaczął popadać w ruinę. W 1994 r. wierzyciele próbowali przejąć zamek za długi, jednakże - wyceniony na kilkanaście miliardów złotych - nie znalazł kupca.
Pan Piotr okazał się silnym człowiekiem i ponownie stanął na nogi w 1999 roku, głównie dzięki prowadzeniu pracowni rzeźby. Rzeźbił w drewnie, często zagranicą. Spod jego rąk wychodzą jedyne w swoim rodzaju krzesła, stoły, sekretarzyki, obudowy zegarów, a nawet fortepianów. Tworzy również różnego rodzaju elementy wykończeniowe wnętrz, od drobnych kasetonów, ramek po ościeżnice, ścienne i sufitowe boazerie oraz rzeźby ludzi i zwierząt.
Po raz drugi postanowił uruchomić dużą firmę meblarską. Wystartował w 2000 roku w miejscowości Święty Wojciech. Niestety, radość trwała krótko. Rok później, w lipcu 2001 r., firmę zalała wielka fala powodziowa. Cały teren Świętego Wojciecha znalazł się pod wodą. Na terenie byłego zakładu, jej poziom przekraczał 2,5 metra. Jego szkody oszacowano na dziesięć milionów złotych. Stracił wszystkie najnowocześniejsze maszyny nasycone elektroniką wraz ze sterującym je systemem komputerowym. Nie zwolnił załogi z dnia na dzień, tylko zatrudnił przy usuwaniu skutków powodzi. Kiedy woda ustąpiła widok był makabryczny. Trzeba było, pracując w błocie po kolana, wywieźć tony szlamu. Za tę ciężką robotę wypłacał pracownikom normalne pensje, ale już nie uiszczał składek do ZUS-u. Komornicy wszczęli postępowanie egzekucyjne i weszli na hipotekę, ale przecież powódź była wynikiem zaniedbań władz miasta, a nie właściciela firmy. Jednocześnie ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania, ponieważ polisa obejmowała ubezpieczenie od zalania, a nie od powodzi.
Właściciel zamku w Łapalicach został zobligowany przez Kartuskiego Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, aby do końca lipca 2006 r. złożyć dokumentację budowlaną. Niestety nie uczynił tego, w związku z czym Inspektor podjął decyzję o rozbiórce molocha. Problem w tym, że nie została dostarczona właścicielowi, czyli nie ma podstaw do rozbiórki. Pan Piotr bronił budowli przed rozbiórką. Domagał się, by Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Gdańsku stwierdził nieważność decyzji Kartuskiego Powiatowego Inspektora Nadzoru. Ten nie znalazł podstaw prawnych do unieważnienia podjętej przez niższą instancję decyzji i utrzymał ją w mocy. Właściciel ma rozebrać obiekt na własny koszt, jeżeli tego nie zrobi, zostanie wszczęte postępowanie egzekucyjne w celu przymuszenia inwestora do wykonania ciążącej na nim decyzji według określonej procedury.
Natomiast, zdaniem inwestora, nie można zamku rozebrać. Budowa była rozpoczęta w 1983 roku i sama się już zalegalizowała, ponieważ minęło 20 lat. Pan Piotr obiecuje: "Jeżeli tylko zdobędę pieniądze, wznowię tę inwestycję. Rozważam dwa warianty: albo przekażę komuś ten obiekt np. na hotel, albo zrealizuję swoją wizję, mój pierwszy plan, który noszę w swoim sercu od kilku dziesięcioleci." Inwestor zapewnia, że "Wnętrza zamku w Łapalicach powinny być niepowtarzalne, zniewalające przepiękną scenerią i najwyższym kunsztem jej wykonania. Dopiero po zakończeniu budowli mojego życia podejmę decyzję, jak ją wykorzystać. Na pewno nie będę w tym zamku mieszkał."

ZAŁOŻENIE ARCHITEKTONICZNE.

W budowli widać elementy charakterystyczne dla architektury gotyku, baroku, renesansu i oczywiście współczesnej. Już po kilku pierwszych krokach do wewnątrz widzimy misternie przygotowane sklepienia z drewna, kręte schody prowadzące na każdą z 12 wież (symbolizują 12 apostołów), fontannę stanowiącą centrum najniższego poziomu zamku oraz szyb przygotowany zapewne z myślą o windzie. Całość budowli można by podzielić na trzy części: zachodnią, centralną oraz wschodnią.
W zachodniej części znajduje się specjalnie przygotowany zadaszony basen. Szeroki na około dziewięć metrów i długi na piętnaście. O odpowiednie oświetlenie miały tu dbać wysokie okna usytuowane od strony południowej dające piękne słońce latem i widok na - zasnuty mgłą unoszącą się z jeziora - las. Nad basenem znajduje sie równie wielka sala balowa, lub jak twierdzą niektórzy kaplica z pięknym widokiem z balkonu.
Bryła budynku wyraźnie dzieli się na zamek niski i wysoki, z dachami w kształcie trumien oraz 12 basztami.
Wjazdu na teren zamku strzeże ogromna wieża z bramą - barbakan. Między bramą, a głównym budynkiem znajduje się betonowy parking. Charakter tego obiektu jest raczej reprezentacyjny niż obronny, co nakazywałoby widzieć w nim bardziej pałac, niż zamek. Ukończenie zamku stoi jednak pod znakiem zapytania. Jedno skrzydło zbudowane na podmokłym terenie (brzeg jeziora) ostatnio groziło zawaleniem. Według opinii wielu architektów, przy zastosowanych rozwiązaniach konstrukcyjnych budowla powinna już dawno się zawalić.

STAN OBECNY - 2010 rok.

Tajemnicze zamczysko zdaje się nie przejmować urzędniczymi decyzjami i każdego dnia licznymi wieżyczkami gościnnie wita z daleka tłumy nadciągających turystów. Nieustannie pobudza wyobraźnię gości, którzy prześcigają się w odgadnięciu wizji gdańskiego artysty.
Obecnie zamek, będący nadal w stanie surowym zadaszonym, pod względem kubatury jest jednym z największych tego typu obiektów na Pomorzu, ustępuje pola jedynie zamkowi w Malborku. Teren, na którym znajduje się budowla to kilka hektarów gruntu, spory kawałek lasu oraz sztuczny staw.
To, co teoretycznie mogłoby stanowić nie tylko atrakcję regionu, ale też pobudzać rozwój turystyki, w gruncie rzeczy stało się uciążliwym problemem dla mieszkańców Łapalic. Wprawdzie wszechobecne tablice zakazu wstępu oraz wysoki mur wybudowany dookoła zamku nie odstraszają ciekawskich od zwiedzania, ale z tej dzikiej turystyki niewiele dobrego wynika. Sąsiedzi zwracają uwagę na to, że budynek stwarza zagrożenie, a przyjeżdżający turyści, także eksploratorzy opuszczonych miejsc i poszukiwacze przygód, zakłócają im spokój.
Jakkolwiek podziwianie rozmachu budowli z pewnej odległości nie powinno być niebezpieczne, to wejście do wnętrza jest już sporym ryzykiem. Na pierwszy rzut oka widać, że rusztowania na wieżyczkach trzymają się na słowo honoru, a schody i okna nie są zabezpieczone.
W poprzednich latach można było swobodnie wejść na teren budowy i podziwiać od wewnątrz to przedsięwzięcie. Jednakże działalność wandali i kilkakrotne wypadki zwiedzających zmusiły właściciela do otoczenia zamku betonowym murem, który skutecznie uniemożliwia oglądanie budowli nawet z zewnątrz. Natomiast przekraczanie ogrodzenia może skończyć się spotkaniem ze stadem pilnujących terenu zamku groźnych psów.
Od pewnego czasu w miejscu, gdzie przez lata można było wejść na teren zamku, leży sterta gałęzi polanych substancją przypominającą olej samochodowy. Pojawiła się też tablica z wymalowanym napisem: "Wejście grozi zniszczeniem ubrania".

 
 
Szukaj
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego